Wedle Legendy
„Gdy trojańskie mury runęły, a ogień zemsty rozświetlił niebo nad wielkim Ilionem, okręty Greków ruszyły do domu. Wśród nich płynął król Sparty – Menelaos, zmęczony wojną, z odzyskaną Heleną u boku. Lecz los – jak to los greckich bogów – nie pozwolił na łatwy powrót.
Sztormy rozproszyły flotę, a wiatry zawiodły okręty Menelaosa na zachodnie wybrzeża Krety. Tam, wśród skalistych wzgórz i dolin, jego wojownicy znaleźli schronienie. Byli to ludzie twardzi – Lakończycy i Achajowie – których nie zgięła wojna, a dusze wciąż pałały żarem walki.
W miejscu, gdzie górska ziemia pachniała tymiankiem, a stada owiec pasły się swobodnie, Menelaos złożył ofiarę bogom – barana o białym runie, jakiego nie widziano nigdzie indziej. Mówiono, że to sam Zeus posłał zwierzę jako znak.
Jednak nim ogień na ołtarzu zdążył przyjąć ofiarę, do króla przybiegli posłańcy – Trojańczycy podpalili okręty! Menelaos musiał uciekać, pozostawiając rytuał niedokończony. Od tej pory wśród Kreteńczyków mówiło się o „kretoskiej ofierze” – tej, której nigdy nie dokończono, a jednak miała moc błogosławieństwa.
Część jego wojowników postanowiła zostać – ziemia była urodzajna, wzgórza bezpieczne, a wspomnienie wojny ulatywało z każdym wschodem słońca. Założyli osadę i nazwali ją Polyrrenia, od licznych stad owiec, które stały się znakiem dostatku. Z czasem wieś przemieniła się w potężne miasto-twierdzę, Spartę Krety, z surowym prawem, mocarnymi murami i sercem wojownika.„1 2
Przynajmniej taka jest jedna z wersji legendy. Kto wie, może rzeczywiście tak było.
Dziś Polyrrinia to malownicza, górska wieś na Krecie, położona ok. 7 km na południe od Kisamos, na wysokości 420 m n.p.m. Mieszka tu zaledwie kilkadziesiąt osób.

W starożytności znajdowało się tu miasto Polyrrenia – jedno z najważniejszych miast-państw na całej Krety. Założone przez Achajów i Lakonów już w XI w. p.n.e., miało strategiczne położenie i potężne fortyfikacje. Nazwa Polyrrenia oznacza „wiele owiec”, co nawiązuje do dawnych tradycji pasterskich bądź mitu związanego z Menelaosem.
Za czasów ekspansji rzymskiej, miasto sprzymierzyło się z Rzymianami i przeżywało rozkwit pod ich panowaniem. Później zostało opuszczone, ale w czasach bizantyjskich i weneckich znów pełniło rolę twierdzy. Obecna wieś powstała częściowo na ruinach starożytnego miasta – do dziś można tu zobaczyć pozostałości akropolu, mury obronne, fragmenty świątyni i wykuty w skale akwedukt.

To idealne miejsce dla miłośników historii, widoków i spokojnych, mniej uczęszczanych tras turystycznych. Wśród antycznej Falasarny i Aptery jest to jedno z nielicznych antycznych ruin w tej części wyspy.
Dojazd i wejście

Dojazd z Kisamos zajmuje zaledwie 15 minut. Samochodem da się dojechać prawie na sam szczyt wzgórza – parkujemy tuż obok małego, niepozornego cmentarza. Stamtąd czeka nas już tylko krótki, dziesięciominutowy spacer na akropol. Na górze widoki dosłownie zapierają dech – zatoka Kisamos, półwysep Rodopos, półwysep Gramvousa i otaczające nas góry. Idealne miejsce, żeby się zatrzymać i po prostu chłonąć ciszę i przestrzeń. Warto również rozważyć wizytę w tawernie u podnóża akropolu, jest to fantastyczne miejsce na kolacje, tuż po zachodzie słońca.


