NA SAMYM WSTĘPIE CHCIAŁBYM PODKREŚLIĆ, IŻ PONIŻSZE PRZEMYŚLENIA SĄ WYŁĄCZNIE SUBIEKTYWNE. JEŚLI NIE CHCESZ NASTAWIAĆ SIĘ NEGATYWNIE NA ZAPLANOWANY JUŻ URLOP – NIE CZYTAJ DALEJ!
Grecja. Wspaniałe wyspy Dodekanezu, z jeszcze wspanialszą stolicą całego archipelagu w Mieście Rodos, na wyspie Rodos. Każdego roku, masowo przyjeżdżają tutaj tłumy turystów z całej Europy, a także i z innych części świata. Pytanie tylko – dlaczego? Turystykę w czasach współczesnych rozpoczęli tutaj o dziwo Finowie, ponad 50 lat temu. Wyspa była wtedy znacznie spokojniejsza i dziewicza. Wtedy trudno było znaleźć duże hotele. Plaże były dzikie i senne. Cisza, spokój i piękna pogoda. I to ja jestem w stanie zrozumieć jako powód do przyjazdu. A dziś?
Po ponad 50 latach wyspa zmieniła się nie do poznania.
Według prognoz do końca roku 2024 liczba turystów ma przebić ponad 3.5 mln. Biorąc pod uwagę wielkość wyspy, która wynosi 1/4 powierzchni całej metropolii warszawskiej jest to wynik wręcz zatrważający. Znaczna część turystów skupia się wokół kilku miejscowości wokół stolicy, takich jak Ialissos, Ixia, Kallithea, Faliraki i Kolymbia. Znacznie mniejsza część odwiedza okolice Lindos. Trudno sobie wyobrazić 3,5 mln turystów na tak małej wyspie. Znaczna większość z nich przyjeżdża w miesiącach wysokiego sezonu (czerwiec, lipiec, sierpień). Tylko jeszcze raz zadam pytanie retoryczne – dlaczego? dlaczego właśnie tutaj?
Jedyna odpowiedź jaka mi się nasuwa na myśl to po prostu stosunkowo bliski lot z większości miast europejskich oraz gwarantowana pogoda. Dla przeciętnego brytyjskiego turysty to już jest więcej niż wystarczająco. Brytyjscy turyści od lat wyznaczają trendy w turystyce, co widać chociażby w menu hotelowych restauracji. Niestety, ale taka jest smutna rzeczywistość.
Ale co przyciąga tutaj polskich turystów? NIE MAM BLADEGO POJĘCIA!
Poza nielicznymi wyjątkami. Nie ma tu ani ładnych plaż. Nie ma tu pięknych gór. Nie ma tu zapierających dech w piersiach krajobrazów ani pięknych, klimatycznych i uroczych wiosek jakie moglibyśmy sobie w oczach wyobraźni malować.

Zamiast tego mamy tłumy ludzi, fatalną infrastrukturę, wysokie ceny i wszechobecne ŚMIECI.
Turyści są dosłownie wszędzie, z wyjątkiem południowo-zachodnich krańców wyspy. Najpiękniejsza plaża, będzie zapchana, jedyne ciekawe miejsca archeologiczne będą pękać w szwach, a cena każdego napitku w barze będzie wyższa niż cena drinka, dajmy na to, że na słynnych z wysokich cen Balearów.
Większość hoteli, jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości woła o pomstę do nieba. Ogromna ilość pustostanów i niewypałów biznesowych straszy na każdym kroku. I to greckie podejście by (ładnie to ujmując) niczym się nie przejmować jest widoczne na każdym kroku, a w szczególności na drodze. Śmiało możecie zapomnieć, że jadąc autem dwupasmówką na lewym pasie, że ktoś was puści, gdy jedziecie nieco szybciej. Każdy jeździ swoim tempem i tylko to jest istotne. Parkowanie? Wszędzie i byle jak. Na zakręcie, w poprzek drogi czy to przed komisariatem policji, na środku skrzyżowania. W końcu oni też wszystko mają…
Ceny hoteli są zatrważające. Tygodniowy pobyt we wrześniu w średniej klasy hotelu 5* potrafi być wyceniony na tyle co 10 dniowy pobyt uwaga – w 5*hotelu Meksyku!
Śmieci. Śmieci są dosłownie wszędzie. Na ulicy, na plaży, w lesie. Szkło, niedopałki i papier lądują gdzie popadnie, a później płacz i żal, że pożary. Do tego stopnia jest to problemem, że to straż pożarna chodzi po lasach i sprząta. Eko hotel? Bio? I cała reszta certyfikatów może wylądować tuż obok tych wszystkich śmieci wywalanych przez hotele do rowów (bo jakoś ciężko mi uwierzyć, że to ‚szary grecki Kowalski” wyrzuca np. 50 wanien tuż za rogiem.


Gdy zamkniecie oczy i pomyślicie o Grecji, tworzy Wam się obraz klimatycznych i cichych wioseczek o pięknej biało niebieskiej architekturze w otoczeniu kwiatów bugenwilli. Błąd! Nie tutaj! Zamiast tego znajdziemy tutaj wszechobecne niedokończone budynki z wystającymi drutami. Takie nieco bardziej zaawansowane slumsy. Hałaśliwych turystów, drożyznę i namolnych sklepikarzy – czyli nic co sobie wcześniej wyobraziliśmy.
Nie twierdzę, że tutaj na wyspie nie można spędzić miło czasu, bo można! (np. tutaj) Oczywiście. Trzeba tylko, albo wydać wyjątkowo wysoką kwotę, albo bardzo się postarać. Sęk w tym, że „staranie się” to nie zawsze cel naszego wakacyjnego wypoczynku.

Po 7 miesiącach spędzonych na wyspie, mam pełen obraz panującej na wyspie sytuacji i jeszcze raz podkreślę, że całkowicie nie rozumiem całego fenomenu tego miejsca.
Krótko podsumowując, moja rada: jeśli macie dostępną inną opcję wakacyjną, wybierzcie ją! To nie jest tak, że wyspa jest tragiczna, po prostu twierdzę, że bardzo łatwo znaleźć znacznie ciekawsze miejsca na spędzenie wakacyjnego urlopu