Długo się zbierałem, żeby napisać ten wpis. Nie napiszę tutaj nic odkrywczego ani nowego, ale z tym miejscem jestem związany „ciut” sentymentalnie. Zacznijmy więc od tego co to za miejsce…

Dalyan to miasto w prowincji Muğla położone pomiędzy kurortami Marmaris i Fethiye na południowo-zachodnim wybrzeżu Turcji. Dalyan jak i cała okolica zyskało międzynarodową sławę w 1987 roku, kiedy to książę Filip (w tym czasie piastujący posadę prezesa WWF) i kilku światowej sławy ekologów sprzeciwiło się budowie luksusowego hotelu na Plaży Iztuzu – jednego z głównych obszarów lęgowych żółwi Caretta caretta. W czerwcu 1988 roku powstał Obszar Specjalnej Ochrony Środowiska Köyceğiz-Dalyan – pierwszy tego rodzaju obszar chroniony w Turcji. Plaża Iztuzu, która znajduje się u ujścia rzeki do morza jest jedną z piękniejszych plaż w Turcji. Przyciąga nie tylko swoim urokiem, ale również, że jest jednym z największych siedlisk żółwi morskich caretta w basenie Morza Śródziemnego-żółwice tego zagrożonego gatunku zakładają tutaj około 300 gniazd rocznie! Rzeka Dalyan, inaczej zwana turecką Amazonką, jest rzeką krótką, bo zaledwie 8 kilometrową jednak bardzo szeroko rozlaną. Łodzie kursujące w górę i w dół, poruszające się po labiryncie trzcin są głównym środkiem transportu miejscowej ludności. Rzeka jest też domem dla 126 gatunków ptaków, 282 gatunków fauny i flory morskiej. Plaża Iztuzu jest jednym z najważniejszych obszarów lęgowych żółwi morskich (Caretta caretta i Chelonia mydas) oraz żółwia nilowego (Trionyx triunguis) na Morzu Śródziemnym.
Okolice rozlewiska rzeki słyną również z bogatej historii i pamiątek dawnych epok jakie się tutaj zachowały. Najlepszym tego przykładem są grobowce licyjskie wykute wysoko w skale (które z poziomu rzeki robią piorunujące wrażenie) oraz ruiny antycznego miasta Kaunos. Nic więc dziwnego, że region ten jest chętnie odwiedzany przez tłumy turystów.


Pomimo utworzenia obszaru chronionego bogaty ekosystem rozlewiska rzeki Dalyan, piękna i długa plaża Iztuzu – przyciągają masę turystów, działając tym samym na szkodę przyrody oraz samych żółwi. Efektem coraz większej popularności regionu jest zaśmiecona rzeka, wzmożony ruch łodzi motorowych, które zanieczyszczają ją spalinami oraz zwiększająca się liczba poszkodowanych zwierząt przez kursujące łodzie. Osobiście wielokrotnie byłem światkiem makabrycznych scen, np. kiedy to załoga łodzi w celu zwabienia żółwia, przywiązywała żywego kraba (który jest przysmakiem żółwi) na żyłkę rzucając nim bez przerwy o tafle wody. Wszystko to by zadowolić spragnionych wrażeń turystów, którzy w końcu zapłacili za zobaczenie żółwia. I choć w Obszarze Specjalnej Ochrony Środowiska Köyceğiz-Dalyan jest zakaz poruszania się łodzi motorowych, czy dokarmiania żółwi to nikt tym specjalnie się nie przejmuje. „Hajs” musi się zgadzać. Gdybyśmy w środku sezonu (lipiec-sierpień) zażyczyli sobie rejs łodzią po rzece Dalyan, to czekałaby nas nie lada niespodzianka – rzekłbym istna „Marszałkowska” w Warszawie-korek na rzece, łódka za łódką. A teraz wyobraźmy sobie, że te wszystkie łodzie dostrzegą wynurzającego się gdzieś żółwia i jaki harmider tworzy się wtedy na rzece…



W ten sposób formują nam się dwa bieguny. Z jednej strony natura, fauna i flora i tereny chronione, a z drugiej przemysł turystyczny, sezonowa potrzeba zarobku i życie codzienne miejscowej ludności. Gdyby tylko wszystko to było zrównoważone, a ludzie nie kierowali się jedynie chęcią wzbogacenia, to i człowiek mógłby skorzystać i natura nie byłaby tak poszkodowana. Nic w tym odkrywczego, bo takich sytuacji na świecie jest ogrom, ale tak jak wspomniałem na początku, dla mnie jest to miejsce, z ktorym jestem w pewien sposób związany emocjonalnie, mimo że trudno mi powiedzieć dlaczego. Jeśli chodzi o Dalyan, jest to problem lokalny. Jeśli chodzi o zrównoważoną turystykę (a raczej jej brak), jest to problem globalny.
Podróż z centrum miasteczka na plażę odbyłem wielokrotnie. I za każdym razem gdy podziwiałem otaczające mnie widoki, gdy widziałem śmieci w wodzie czy spaliny wydobywające się ze starych łodzi mijanych po drodze, za każdym razem mina mi rzedła. To nie jest tak, że ja odradzam rejs po rzece Dalyan, albo że twierdzę – że nie warto! Warto! Jak najbardziej warto. Bo miejsce jest przepiękne. Jednak po prostu miejmy to wszystko w świadomości, w jaki sposób przyczyniamy się i do czego. Problem rzeki Dalyan znajdzie swój odpowiednik w każdym innym turystycznym miejscu na świecie, gdzie potrzeba zarobku i żądza pieniądza jest wyniesiona ponad potrzeby i ochronę zagrożonych ekosystemów. Nie podążajmy ślepo za masą. Podróżujmy i zwiedzajmy świadomie, jeśli jesteśmy w stanie zmienić coś na lepsze, zróbmy to! Co możemy zrobić?
Zadać sobie kilka podstawowych pytań:
Chcemy zobaczyć żółwia, tylko czy żółw chce być przez nas zobaczony? Czy jest nam to na prawdę potrzebne do szczęścia?
Czy kilka zdjęć na telefonie wartych jest naruszania ekosystemu rzeki???
Chcemy zobaczyć żółwia? Idźmy do ZOO, a rozlewisko rzeki odwiedźmy poza sezonem, gdy okolica nie jest przeciążona nadmiarem turystów.