
Okeej, zacznijmy może od tego czym jest Gin i „z czym się to je”, a w zasadzie pije. Gin to trunek produkowany na bazie jagód jałowca, oryginalnie pochodzący z dzisiejszych terenów Belgii i Holandii, nazywany przez tamtejszą ludność genever lub jenever. W XVII wieku podczas wojen angielsko – holenderskich trunek trafił do Anglii, gdzie szybko zyskał ogromną popularność. To właśnie Brytyjczykom zawdzięczamy obecną nazwę, bo ci skrócili ją z genever na gin. Następnie poprzez wynalezienie nowej metody destylacji, narodził się „London Dry Gin”. Dla złagodzenia cierpko – gorzkiego smaku zaczęto go mieszać z napojami (w głównej mierze z tonikiem) czy sokami: pomarańczowym bądź cytrynowym. Uważa się, że to właśnie dzięki Ginowi Brytyjczykom udało się skolonizować Indie. Chinina zawarta w toniku (który był podawany z ginem) skutecznie pomagała znosić brytyjskim żołnierzom malarię.
Reasumując, Gin to niderlandzki trunek, jednak całkowicie spopularyzowany przez Brytyjczyków. Wszędzie tam gdzie pojawiały się angielskie kolonie, pojawiał się i Gin.
Słowenia brytyjską kolonią nie była, jednak w ostatnich latach, całkowicie oszalała na punkcie tego jałowcowego trunku. Jak sami mówią, uderzyła ich „ginophoria„. Powstaje coraz więcej barów serwujących gin, a najpopularniejsze są te, gdzie podaje się trunek wytworzony z lokalnych składników.
Przyjeżdżając do Lublany daliśmy się wciągnąć w ginophorię, odwiedzając rekomendowany przez wiele osób bar „ČinČin Tobačna”. Bar znajduje się w byłej fabryce tytoniu, nieopodal parku Tivoli. Miejsce jest połączeniem nowojorskiej i paryskiej atmosfery. W ciągu dnia jest to idealne miejsce na książkę, gazetę bądź na pracę przy komputerze, popijając filiżankę kawy (bądź kieliszek ginu). Wieczorami natomiast miejsce zmienia się nie do poznania. Tłumy ludzi popijających drinki, DJ czy muzyka na żywo. Miejsce pełne klimatu, świetnie oświetlone, ale to co jest najważniejsze to ogromny, ogromny wybór ginu.
My uraczyliśmy się lokalną jałowcówką z dodatkiem imbiru oraz czarnych oliwek i skórki pomarańczy (oczywiście wszystko na toniku). Muszę przyznać, że do tamtej pory nieznane mi połączenie z imbirem bardzo przypadło mi do gustu. Imbir w idealny sposób nadawał przyjemnej pikanterii.

Jaki rodzaj Ginu jest Waszym ulubionym i z czym najchętniej go pijecie? A może macie do polecenia miejsca, gdzie podają dobre drinki na bazie Ginu?