
Do stolicy Węgier przybyliśmy bladym świtem autobusem z Zagrzebia. Miasto jeszcze spało w najlepsze. Jedyne czynne miejsce miało się otworzyć lada moment. Odwiedziliśmy więc Łaźnie Gellerta, które to ulokowane stosunkowo blisko dworca, były dla nas niczym zbawienie po całonocnej podróży. Nasza krótka chwila relaksu dała czas miastu na pobudkę.

Teraz przyszedł czas na śniadanie i kawę. Tuż za rogiem naszego mieszkanka, które mieściło się na ulicy Váci, znaleźliśmy idealne miejsce, jakiego szukaliśmy. CAFE FREI. Bardzo oryginalna kawiarnia z opcją śniadania. Jednak to co zrobiło na nas największe wrażenie to gama dostępnych kaw. Mogliśmy wybrać nie tylko rodzaj ziaren, ale także sposób serwowania kawy, niemalże z całego świata. Aztec Chili – Espresso, Zanzibar Clove Latte, Bedouin Coffee, Mississippi Chestnut Latte, Kyoto Plum Cream Coffee czy najzwyklejsze Espresso Italiano to tylko nieliczne z dostępnych tam opcji. Jako smakosze kawy, mieliśmy twardy orzech do zgryzienia. Chciałoby się napić każdej, ale czas mieliśmy ograniczony a i serducho tylko jedno.

Na pierwszy ogień poszła Armenian Orange Coffe i Aztec Chili – Espresso.
Armenian Orange Coffee – mocna, słodka, z wyczuwalnym smakiem pomarańczy. Podawana w tygielku.
Aztec Chili – Espresso – bardzo mocna, ostra i wyrazista, z bardzo drobno zmieloną papryką i słodką czekoladą. Nie pali, ale daje kopa!
Jak się domyślacie, nie była to nasza jedyna wizyta w tym miejscu. Zawitaliśmy w kawiarni jeszcze kilka razy. Pewnego wieczora, tuż przed wizytą w Szimpla Kert (jednym z najsłynniejszych pubów w Budapeszcie) ponownie wstąpiliśmy na kawę, tym razem wybieraliśmy spośród tych z „prądem”. Zarówno amerykańskie Metropolitan Chocolate Whiskey Latte With Cinnamon jak i francuskie Burgundy Black Forest Mulled Wine Mocaccino po prostu smakowo zwaliło nas z nóg.

Jak się później okazało, kawiarnia jest sieciówką – znajdziemy ją nie tylko w Budapeszcie, ale także w Dubaju, Wiedniu, w Nicei, w Arabii Saudyjskiej i Rumuni. Pomimo, że nie jesteśmy fanami sieciowych kawiarni – jak to się mówi – wyjątek stanowi regułę i chętnie odwiedzimy ją po raz kolejny.

A jaką najciekawszą kawę Wy mieliście okazję spróbować?

