[portugalia] Z głową w chmurach czyli spacer szczytami Madery

W każdym nowym miejscu lubimy zdobywać szczyty. Między innymi te górskie 😉 Dlatego na Maderze wybór był prosty – Pico Ruivo, który wznosi się na wysokość 1862m n.p.m. co czyni go najwyższym szczytem na wyspie.

Podejścia mieliśmy dwa… Ale może od początku.

Na Pico Ruivo prowadzą cztery różne szlaki (PR1, PR1.1, PR1.2 i PR1.3). Każdy jest inny i o różnym stopniu trudności. Ten, który da nam najwięcej emocji i zapierających dech w piersiach widoków to szlak prowadzący z Pico do Areeiro (PR1).

Wstajemy wcześnie rano i wychylamy głowy za okno, aby oszacować pogodę w górach. Dla pewności sprawdzamy webcam z Areeiro (są to czynności, o których zapomnieliśmy przy naszym pierwszym podejściu…). Tym razem zapowiada się obiecująco, więc dopakowujemy plecaki, wsiadamy w samochód i ruszamy do punktu A. Na szczycie Pico do Areeiro znajduje się parking, kawiarnia i sklep z pamiątkami. Szlak rozpoczyna się tuż za budynkiem kawiarni.

Jest wczesna godzina i góry wokół przykryte są chmurami, jednak panuje pełna widoczność. Przed nami 7km marszu. Początkowo szlak wiedzie po wąskiej grani (to na tym etapie skończyło się nasze pierwsze podejście), a następnie w dół, zakręcając kilka razy. Im niżej schodzimy, tym chmury gęstnieją. Uśmiechamy się, gdy słońce i lekki wiatr nie dają za wygraną, co jakiś czas odsłaniając przed nami przepiękne widoki. Nie tracimy nadziei na lepszą pogodę. 

Po kilkunastu zakrętach i setkach stromych schodów, dochodzimy w końcu do ciasnego tunelu, który prowadzi nas na drugą stronę góry. (Ciekawostka: Madera jest nazywana nie tylko wyspą wiecznej wiosny, ale też wyspą tuneli; nic dziwnego – występują nawet na szlakach górskich!)

Pierwszy tunel jest krótki, światło dochodzi z obu stron, więc bez problemu z niego wychodzimy, aby kontynuować zejście schodami w dół. Kolejny tunel. Tym razem przyda się latarka, wystarczy taka w telefonie. Gdzieś w ciemnościach tunelu widać blask drugiej strony. Wabieni niczym ćmy do ognia, idziemy dalej. Po przejściu wyłania nam się zupełnie inny świat. Brak chmur, ściany gór oblane ciepłymi promieniami słońca, przyozdobione Rojnikami. Dalej szlak wiedzie bardzo wąską dróżką wzdłuż wysokiej ściany szczytu. Robi się coraz cieplej. Z każdym krokiem jesteśmy coraz bardziej podekscytowani, rozerwani między pięknymi zapachami a cudownymi widokami.

Rojnik

Miny rzedną nam w momencie, gdy po niespełna dwóch godzinach drogi zauważamy najpierw metalowe, a chwilę później kamienne schody. Tym razem prowadzą w górę. Nie jest lekko, ale motywują nas grupy niemieckich emerytów. Skoro oni dają radę, to my nie damy!? Trening kardio kończy się wraz z wejściem na jeden z pośrednich szczytów. To jest idealna okazja aby na chwilę się zatrzymać, wziąć łyka wody i cyknąć kilka zdjęć – widoki są rewelacyjne.

Do celu zostało nam jeszcze trochę, zatem po krótkiej przerwie ruszamy dalej. Po przejściu na drugą stronę gór, widok znowu się zmienia. Słońce grzeje po plecach, a gdzieś w oddali prześwituje północne wybrzeże wyspy. Jest pięknie. Patrzymy na mapę, już bliżej niż dalej. Musimy przyznać, że schody nam dopiekły, więc nie możemy się doczekać końca.

Teoretycznie PR1 kończy się tuż pod szczytem, przy górskiej restauracji. Nie mamy jednak zamiaru się zatrzymywać – ostatnia “prosta”, a dokładniej rzecz ujmując, 500 metrów stromo pod górę i jesteśmy. Po kilku ciężkich momentach, pięciu tunelach, dziesiątkach niemieckich turystów, milionie schodów, łącznie po 2,5h drogi wreszcie możemy rozkoszować się bajkowymi widokami z najwyższego punktu na wyspie. 

Teraz nastał czas na w pełni zasłużoną przerwę, kawa z restauracji, prowiant z plecaka i słońce z bezchmurnego nieba nad nami. Czujemy zmęczenie i satysfakcję zarazem. Na relaks poświęcamy dobrą godzinę, bo szczyt co prawda zdobyty, ale na Pico do Areeiro się nie teleportujemy. Czeka nas jeszcze powrót. Pomimo tego, że wracamy tą samą ścieżką, tym razem nasze oczy cieszą widoki z innej perspektywy. Nie możemy się powstrzymać i równie często zatrzymujemy się, by uwiecznić piękno natury na zdjęciach. 

Jest przyjemnie, ale na 2km przed końcem zaczynają się schody. Dosłownie. Zresztą nie oszukujmy się, to ten sam szlak, więc wiedzieliśmy co nas czeka. Dla osoby bez kondycji końcówka może okazać się hardkorowa. Żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy! Z drugiej strony na PR1 odbywają się zawody… biegowe. Dlatego jeśli systematycznie uprawiacie jakiś sport, nie ma podstaw do obaw. 

Na Pico do Areeiro dochodzimy na ok. 1.5h przed zachodem słońca. Intuicja podpowiada nam, że dziś będzie to wyjątkowy widok. Obecność kawiarni z tarasem zachęca do pozostania. Było warto. Sami rzućcie okiem na zdjęcia:

Maderę odwiedziliśmy w połowie listopada. Mając to na względzie, poniżej lista rzeczy, o których powinniście pamiętać wybierając się na Pico do Ruivo:

  1. Sprawdźcie webcamy przed wyjściem z hotelu! Oczywiście w górach pogoda może się zmienić w mgnieniu oka, ale webcam podpowie Wam czy warto w ogóle wyruszać. 
  1. Ubiór na cebulkę. Podobnie jak w punkcie pierwszym przypominamy, że pogoda lubi płatać figle. Przyda się i krótki rękaw i czapka.
  1. Prowiant. Szlak może i nie jest długi, ale jest wyczerpujący. W Waszym plecaku powinno znaleźć się dużo wody, coś słodkiego i pożywnego.
  1. Wygodne buty. Mnóstwo schodów, wąskie przełęcze. Warto zainwestować w porządne obuwie. 
  1. Na szlaku PR1 jest 5 tuneli różnej długości. W większości z nich bez sztucznego światła możecie poczuć się niepewnie. Weźcie ze sobą jakąś latarkę.
  2. Jeśli macie problemy z kolanami, rozważcie wybór innego szlaku. Liczba schodów jest ogromna i mimo tego, że widoki są wspaniałe, zdrowie jest jednak najważniejsze.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania co do szlaku czy Madery ogólnie – piszcie! A może znacie kogoś, kto wybiera się na Maderę? Podeślijcie mu tego posta – mam nadzieję zainspirować!

Więcej o Maderze —->

Dodaj komentarz