Problem yok – hakuna matata
Będąc w Turcji dłuższą chwilę, wśród wszelkich plusów i minusów mieszkańców, udało mi się dostrzec pewien wyróżniający się, społeczny tudzież mentalny problem. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak ogromnym trudem stawania problemowi twarzą w twarz. Turcy każdy przypadek wyzwania bagatelizują, są mistrzami prokrastynacji. Proponowane przez nich rozwiązania to często słowa przyniesione przez język na usta, byle tylko móc dopić czaj, byle dopalić papierosa, byle tylko mieć spokój, choćby na chwilę… No właśnie, bo przecież kłamstwo ma krótkie nogi i problem prędzej czy później wróci. Turek się jednak nie podda, skwituje często słyszanym „problem yok” (nie ma problemu), szeroko się przy tym uśmiechając. Możecie myśleć, że przesadzam, że wystarczyłoby wrzucić na luz i dać się wciągnąć w to śródziemnomorskie podejście do życia. Poniekąd jest to rozwiązanie, wszak bywają sytuacje, kiedy trzeba twardo stąpać po ziemi. Turcy nie są w stanie dostrzec różnicy.
… A przecież kłopot może się tylko pogłębić. Mam wrażenie, że „problem yok” to pierwsze słowa, jakie tureckie dzieci uczą się po przyjściu na świat.
